Moja misja

Kilka już ładnych lat temu, na koniec jednego z prowadzonych przeze mnie prozdrowotnych wykładów, poprosiłam o zadawanie pytań. Ku mojemu zaskoczeniu, w ich miejsce, usłyszałam coś zupełnie innego. Jedna z uczestniczek powiedziała m.in. zdanie, które wówczas sprawiło mi po prostu radość, a za czas jakiś, w dużym stopniu wpłynęło na zmianę mojego  myślenia o prowadzonej działalności. 

Pani Wanda na każde spotkanie przychodziła (z mężem) jako pierwsza. Zawsze siadała tak, aby nie uronić ani słowa. Nigdy w trakcie omawiania przeze mnie tematu, nie wdawała się w pogaduszki z wykładowymi sąsiadami. Wszystko o czym mówiłam, skrzętnie notowała. Zresztą nie tylko spisywała, ale i rejestrowała głos. W domu, materiały te opracowywała i przekazywała do studiowania znajomym.

Otóż tego pamiętnego  popołudnia, z solidnymi,  świadczącymi o niemałym podekscytowaniu rumieńcami, powiedziała tak: „Pani Doroto, uwielbiamy z mężem te spotkania! Dowiadujemy się od pani tylu nowych ważnych rzeczy, o których  dotąd nie mieliśmy pojęcia. Pani po prostu (w tym momencie przez chwilę wyraźnie szukała odpowiednich słów, po czym z wielkim entuzjazmem niemal wykrzyknęła)…OTWIERA NASZE GŁOWY!” Żałuję, że nie miałam możliwości udokumentowania tego  szczególnego„wyznania”. Sposób w jaki to mówiła, sprawił, że nie tylko treść jej wypowiedzi, ale i wyraz twarzy, mimo upływu lat, do dziś dokładnie pamiętam. Tym swoim jakże spontanicznym wynurzeniem podpowiedziała mi coś bardzo, bardzo ważnego.

„Otwieranie głów” na sprawy zapobiegania chorobom? Na właściwe traktowanie własnego organizmu? Kierowanie tego do ludzi, którzy w codziennym zabieganiu nawet nie zdają sobie sprawy, że można z samym sobą postępować inaczej? Podpowiadanie jak nie pogubić się w gąszczu wykluczających się wzajemnie zaleceń?  – To miało sens!

Mijał czas, a ja poprzez różne formy działania, tym, którzy chcieli, by im pomagać, starałam się (chociaż nie całkiem zdając sobie z tego sprawę) „otwierać głowy.” Robiłam to na różne sposoby, przy czym zdecydowanie  „pierwsze skrzypce grało” słowo pisane (więcej na ten temat w zakładce Inne publikacje). Dziś dzięki nieprawdopodobnemu rozwojowi technologii każdemu zaangażowaniu można nadać zupełnie inny kształt i takie możliwości w swojej pracy staram się również wykorzystywać (o tym w zakładce Akademia).

Kiedy robi się coś wiele lat, a własne zainteresowanie tematem zamiast słabnąć, ciągle wzrasta, przychodzi czas na kolejne kroki. Tak i w moim przypadku przyszedł odpowiedni moment na zdefiniowanie tego, na czym powinno opierać się każde działanie. Każdy, kto ma ambicje zostawić po sobie coś ważnego, trwałego, bez wątpienia powinien określić swoją misję.

Co zatem jest MOJĄ MISJĄ?

Kim jestem? W co wierzę? Co dzięki temu co robię, chcę dać innym?

Celem Mojej Misji jest (to, co podpowiedziała mi wiele lat temu wspomniana już pani Wanda) SIANIE DOBRA czyli SŁUŻENIE LUDZIOM poprzez  „otwieranie głów” na sprawy zdrowia. Wiedzy z tego zakresu jest wokół nas całe mnóstwo. Mimo to, niestety nie żyjemy w społeczeństwie wolnym od chorób. Właśnie dlatego zdecydowałam się na podawanie informacji dotyczących niełatwych zwykle zagadnień, w sposób najprostszy jak to możliwe.

Kim jestem?

– Osobą, która sama kiedyś potrzebowała pomocy.

W co wierzę?

– W to, że na dłuższą metę sens ma tylko działanie ze wszech miar etyczne.

Co dzięki temu co robię chcę dać innym?

Zależy mi na tym, by osoby „nowe”, które zechcą korzystać z mojego doświadczenia, otrzymały konieczne dla nich, służące maksymalizacji zdrowia (możliwe do zastosowania od zaraz) proste instrukcje.  Chcę by te, które od zawsze były otwarte, bądź  otworzyły się na propagowane przeze mnie koncepcje, dzięki regularnie otrzymywanym  impulsom, pamiętały, że „Zdrowie zaczyna się wraz z wiedzą” i nie ustawały w poszerzaniu jej zasobów, a także praktycznym ich, dla własnego dobra, wykorzystywaniu.

Jeśli częściej będę otrzymywać maile takie, jaki całkiem niedawno odebrałam od Klubowiczki z Grodziska Mazowieckiego, wówczas uznam, że kierunek jaki w swoich działaniach obrałam, jest właściwy.  /Wiadomość z  19 października zaczynała się słowami: „Kiedy tak  słuchałam relacji  Pani Renaty o jej córce,  przypomniałam sobie jak zmagałam się z tymi bólami z Michałem. I tak sobie pomyślałam, że dziękuję Bogu, że Panią spotkałam. (…)” 

Czego chcieć więcej? :)

 

Komentarze

  1. andrzej z toronto 14 grudnia 2012 o 21:00

    po prostu otworzyla mi sie glowa ma pani wielki dar żaluje ze dopiero terz pania znalazlem dziekuje za to co pani robi andrzej

    • Dorota A. Madejska 2 stycznia 2013 o 17:59

      Panie Andrzeju, serdecznie dziękuję za dobre słowo. Tym cenniejsze, że coraz rzadziej spotykane. Pozdrawiam Kanadę. :)

  2. Ludzie, którzy potrzebują pomocy zawsze od Ciebie ją otrzymują. Czują się bezpieczni bo wiedzą,że jesteś blisko chociaż tak daleko mieszkasz :-) Wiele od Ciebie można się nauczyć i ciągle uczyć. Dla mnie ważne jest jeszcze to jak zmieniasz świadomość jak dbać o zdrowie.

    Dziękuje
    Renata

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

syrob.pl - strony internetowe i pozycjonowanie Szczecin

Korzystając z serwisu zdrowiedlaciebie.pl wyrażasz zgodę na używanie plików cookies. Więcej informacji.

Na stronach serwisu zdrowiedlaciebie.pl są wykorzystywane pliki cookies. Stosujemy je w celach zapewnienia maksymalnej wygody użytkowników przy korzystaniu z naszych serwisów (zapamiętywanie preferencji i ustawień na naszych stronach oraz przy realizacji zamówień). Użytkownik ma możliwość samodzielnej zmiany ustawień dotyczących cookies w swojej przeglądarce internetowej. Jeżeli nie wyrażasz zgody - zmień ustawienia swojej przeglądarki.

Zamknij